Prof. Leszek Lisowski
Syndrom PUS3 to rzadka choroba genetyczna, dla której dziś nie istnieje leczenie przyczynowe. Polski naukowiec wraz z zespołem pracuje nad terapią genową, która ma szansę zmienić życie pacjentów, a jej opracowanie jest wyścigiem z czasem i wymaga wielomilionowego finansowania.
Dlaczego syndrom PUS3 uznaje się za idealnego kandydata do terapii genowej z użyciem wektorów AAV?
Każdy z nas ma dwie kopie genu PUS3, po jednej od mamy i taty. Mutacja w genie zaburza produkcję kodowanego białka. Osoba z mutacją w jednej kopii genu produkuje ok. 50 proc. potrzebnego białka i nie choruje, to nosiciele. Jeśli dwoje nosicieli ma dziecko, istnieje 25-procentowe ryzyko, że odziedziczy ono zmutowaną kopię od obojga rodziców. Wtedy komórki takiego dziecka nie mają funkcjonalnej kopii genu PUS3 i nie są w stanie produkować białka, które ten gen koduje. Te dzieci mają syndrom PUS3.
Biorąc pod uwagę mechanizm choroby, jedną ze strategii, które możemy zastosować, aby leczyć, a nawet wyleczyć pacjentów z syndromem PUS3, jest dostarczenie chorym komórkom dodatkowej, zdrowej kopii genu PUS3.
Nasza strategia polega na zapakowaniu funkcjonalnej kopii genu PUS3 do wektora AAV, który działa jak mikrostrzykawka i wstrzykuje gen do chorych komórek pacjenta. Po takim leczeniu komórki zaczną produkować prawidłowe białko PUS3 i funkcjonować tak, jak u osób zdrowych.
W jednym z wywiadów powiedział pan: „wiemy na 100 proc., że mamy lek”. Co to oznacza?
Dzięki wsparciu społeczności PUS3 badania nad terapią AAV-PUS3 rozpoczęliśmy blisko rok temu. Opracowaliśmy kilku kandydatów terapeutycznych i przeprowadziliśmy wstępne badania na prostych modelach przedklinicznych. Po roku pracy mamy dziś bardzo mocnego kandydata terapeutycznego, ale badania są dalekie od zakończenia – musimy sprawdzić go na kolejnych modelach, w tym na organoidach mózgu wyhodowanych z komórek samych pacjentów.
Gdy zakończymy te badania, będziemy gotowi do kolejnych kroków niezbędnych, aby lek mógł trafić do badania klinicznego – między innymi wytworzenia kandydata na lek w jakości klinicznej. Sam ten etap kosztuje kilka milionów euro i może zająć 12 miesięcy.
Opracowanie tego leku to wyścig z czasem. O jakich kwotach mówimy i dlaczego presja czasu jest ogromna?
Cały proces zaprojektowania i opracowania nowego leku genowego może kosztować około 5 milionów euro. To kosztowny proces, ale tę pracę trzeba wykonać tylko raz – kolejne dawki będą już znacznie tańsze.
Czas jest jednak najgorszym wrogiem pacjentów z PUS3 – choroba postępuje, jej skutki się kumulują, a dzieci są coraz starsze. Im wcześniej zastosujemy leczenie, tym lepiej dla pacjentów.
Na co mogą liczyć dzieci i ich rodziny po podaniu terapii?
Taka terapia nigdy wcześniej nie była stosowana w PUS3, więc nie znamy odpowiedzi z całą pewnością. Powinna ona skorygować defekt leżący u podstaw choroby, a nie tylko jej objawy – komórki powinny zacząć funkcjonować normalnie. Lubię myśleć o tej terapii jak o resecie mózgu, który daje mu szansę na normalny rozwój – choć zakres korzyści może się różnić między dziećmi.
Jedno jest pewne: dziś ci pacjenci nie mają żadnych innych opcji leczenia. Dostępne terapie łagodzą tylko pojedyncze objawy, jak padaczka, ale żadna nie modyfikuje przebiegu choroby. Podobne terapie oparte na AAV sprawiły już, że dzieci z SMA czy chorobami takimi jak CTNNB1 i SPG50 uczą się dziś chodzić i mówić.